Kto walczy z potworami, sam musi stać się potworem.
19:26
Powieści dystopijne mają w sobie coś, czego ludzie wciąż szukają. Myślę, że to perspektywa przyszłości. Każdy z nas z pewnością niejednokrotnie się zastanawiał, jak świat będzie wyglądał za 50-100 lat, a dystopie dają ludziom pewne wyobrażenie jutra. Wszystkie tego typu książki, z jakimi do tej pory się spotkałam, przedstawiały zniszczoną ziemię, podzieloną na dystrykty, frakcje lub klasy, kontrolowane przez zazwyczaj bezwzględnych osobników zajmujących najwyższe miejsce w hierarchii społecznej, ceniącymi sobie w życiu tylko i wyłącznie władzę. Natomiast o równości i równouprawnieniach nie było nawet mowy. Ludzie trwali w podziale, przed którym nie mogli się uchronić, a wszystkie dziedziny ich życia były kontrolowane przez wyższe władze. Dzielili się albo na piekielnie bogatych, albo przeraźliwie biednych. Ci drudzy mieli najgorzej, bo nie dość, że wykorzystywały ich władze, to na dodatek pomiatali nimi ci bogatsi. Jednak zawsze wszystko zmierzało w jednym kierunku - ludzie z najniższego szczebla zaczynali zauważać, jak bardzo źle są traktowani i wszczynali bunt lub w inny sposób dążyli do obalenia rządu. Czy w Red Rising było tak samo? Nie, ale bardzo podobnie.
Pierce Brown w swojej historii
pokazuje nam świat, w którym planety układu słonecznego (i nie tylko) zostają
skolonizowane przez ludzi niegdyś zamieszkujących Ziemię – planetę zniszczoną
przez zarazy i wojny. Społeczeństwo żyjące na Marsie podzielono na kolory. Na najwyższym
szczeblu figurują Złoci – okrutni zabójcy, ukrywający się pod maską wspaniałomyślnych
przywódców, nazywani przez głównego bohatera "niewolnikami własnych zachcianek". Włosy i oczy mają złote, a ciało nadzwyczaj silne. Natomiast
najniżej znajdują się Czerwoni – górnicy, którzy wydobywają z wnętrza marsowej ziemi
helium – 3 – pierwiastek niezbędny do stworzenia na czerwonej planecie wzorowych warunków
życia. Zgubnie wierzą, że ich praca służy wyższemu dobru, a w przyszłości zostanie doceniona
przez pokolenia. Jednym z nich jest nasz główny bohater – Darrow Helldiver.
"Moi pobratymcy śpiewają, tańczą, kochają. W tym tkwi nasza siła. Ale pracujemy też w kopalniach. A potem umieramy. Rzadko udaje nam się wybrać przyczynę śmierci. Ten wybór to siła. Ten wybór był naszą jedyną bronią. Ale to za mało."
Należy on do tych młodych chłopców, którzy kochają swoją rodzinę ponad wszystko i uważają, że niczego już nie brakuje im do szczęścia. Owszem, czasem dostrzega niesprawiedliwość z jaką traktowani są jego bliscy, ale bagatelizuje to, bo wie, jakie konsekwencje może ponieść, sprzeciwiając się systemowi. Jednak pewne wydarzenie wszystko zmienia. Darrow uświadamia sobie, w jakim kłamstwie żyje, a ból po ogromnej stracie mobilizuje go do działania. Postanawia zrobić coś, o czym przedtem nie śmiał nawet pomyśleć - obalić system. I dokonać tego w dość nietypowy sposób. Cała jego przygoda jest jedną wielką walką o przetrwanie, a dla rządu - kontrolowaną grą. Musi przelać niewinną krew, walczyć z przyjaciółmi i stać się jednym z ludzi, którymi przez całe swoje życie najbardziej gardził. A wszystko w imię miłości.
- Wciąż powtarzasz to samo - mówię zgorzkniałym tonem. - Myślisz, że za marzenia warto umrzeć. Ja myślę, że nie. Mówisz, że lepiej umrzeć, stojąc. Ja uważam, że lepiej żyć na kolanach. - Ty mnie w ogóle nie słuchasz! - krzyczy Eo. - Jesteśmy jak nakręcane maszynki z umysłami maszyn i egzystencją godną maszyn...- I sercami maszyn? - pytam. - Chcesz powiedzieć, że tym właśnie jestem?
Początek książki po prostu mnie
zachwycił. Bo kiedy autor już w drugim rozdziale łamie czytelnikowi serce, to coś jest na rzeczy. Czułam, że w tym przypadku stanowi to obietnicę czegoś niesamowitego, że czeka mnie poruszająca historia, którą zapamiętam na długo. Tak też się stało, bo spotkałam się już z podobnymi książkami, ale po lekturze Red Rising uświadomiłam sobie, że do tej pory w żadnej z nich nie spotkałam głównego bohatera, który zyskałby mój szczery szacunek i prawdziwą sympatię. Katniss i Tris - one były odważnymi buntowniczkami i zawsze byłam pełna podziwu, obserwując ich poczynania, ale Darrow to coś więcej, a jego działania miały nieco inne podłoże. Czasem mnie denerwował i miałam wrażenie, że zapominał kim naprawdę jest, ale te emocje zaraz potem ustępowały miejsca podziwowi i uznaniu, a przede wszystkim wielkiemu współczuciu.
Bardzo polubiłam styl pisania pana Browna. Autor nie zanudza czytelników, rzuca im nowe fakty, a od zwrotów akcji, aż boli głowa. Na dodatek pięknie opisuje. Co prawda nieco trudno było mi się przedostać przez strony wprowadzające nas w cały ten system. Trzeba dużego skupienia, żeby wszystko dokładnie zrozumieć, ale dałam radę i uważam, że autor przeszedł samego siebie. Jaką trzeba mieć wyobraźnię, żeby stworzyć coś takiego... Podziwiam go za wykreowanie tak inteligentnych i zaskakujących bohaterów. Wszystkie postacie z otoczenia Darrowa (on sam również), mimo młodego wieku, miały umysły godne dorosłych geniuszy. Ich pomysły, wszystkie zdolności, umiejętność negocjowania, manipulacje i intrygi jakie przez cały czas pletli, łatwość przeskakiwania kłód, które bez przerwy rzucano im pod nogi - to wszystko sprawiło, że każdy z nich w jakiś specyficzny sposób zapisał się w mojej pamięci.
Bardzo polubiłam styl pisania pana Browna. Autor nie zanudza czytelników, rzuca im nowe fakty, a od zwrotów akcji, aż boli głowa. Na dodatek pięknie opisuje. Co prawda nieco trudno było mi się przedostać przez strony wprowadzające nas w cały ten system. Trzeba dużego skupienia, żeby wszystko dokładnie zrozumieć, ale dałam radę i uważam, że autor przeszedł samego siebie. Jaką trzeba mieć wyobraźnię, żeby stworzyć coś takiego... Podziwiam go za wykreowanie tak inteligentnych i zaskakujących bohaterów. Wszystkie postacie z otoczenia Darrowa (on sam również), mimo młodego wieku, miały umysły godne dorosłych geniuszy. Ich pomysły, wszystkie zdolności, umiejętność negocjowania, manipulacje i intrygi jakie przez cały czas pletli, łatwość przeskakiwania kłód, które bez przerwy rzucano im pod nogi - to wszystko sprawiło, że każdy z nich w jakiś specyficzny sposób zapisał się w mojej pamięci.
"Śmierć jest łatwa, gdy już raz próbowało się ją znaleźć."
W każdej recenzji ludzie porównują tę książkę do Igrzysk Śmierci. Ja też to zrobię, bo dostrzegłam w niej wiele podobieństw do trylogii Suzanne Collins, a właściwie tylko do pierwszej części. Jednak to nie to samo. Autor w żadnym wypadku nie ściągnął od niej pomysłu. Jego dzieło jest czymś indywidualnym i jak dla mnie te podobieństwa wynikają z konieczności. Igrzyska to jedno, Red Rising to drugie - dwie wspaniałe historie. Poza tym zauważyłam też kilka elementów z Harrego Pottera, ale Pierce Brown podobno po skończeniu college'u miał na uwadze kontynuowanie nauki w Hogwarcie, więc domy i peleryna niewidka są mu całkowicie wybaczone.
"Ale nie na tym polega gra, bo nie na tym polega życie. Bogowie nie zstępują z nieba, by wymierzać sprawiedliwość. Robią to ludzie u władzy. Właśnie tego nas uczą. Nie tylko bólu, jaki towarzyszy jej zdobywaniu, ale desperacji wypływającej z faktu, że się jej nie ma. Desperacji, jaka pojawia się, gdy nie jesteś Złotym."
Red Rising to nie tylko wspaniała powieść sci-fi, ale także historia o wielkiej, dojrzałej miłości, która stała się początkiem pięknych marzeń o buncie, gwarantującym wolność oraz o ogromnej stracie, motywującej do spełnienia tych wszystkich snów. Zawiera w sobie mnóstwo pięknych wartości, a ilość cytatów, jakie w niej znalazłam, jest po prostu ogromna (co sami możecie sobie uświadomić, patrząc na tę recenzję). Pokazuje, że o niektórych wydarzeniach nie można tak po prostu zapomnieć, że rany, jakie po sobie zostawiły, przez cały czas będą siedziały gdzieś w człowieku i przypominały mu o tym, kim naprawdę jest, nie pozwalając na utratę własnej tożsamości. Polecam tę książkę każdemu fanowi powieści sci-fi z dodatkiem dystopii i wątku miłosnego, który nie jest w żadnym stopniu przesłodzony, ale prawdziwy. Żaden wymagający czytelnik, który lubi mądre i zmuszające do myślenia powieści się nie zawiedzie. Dodam jeszcze, że zakończenie było bardzo obiecujące, więc sięgnę po drugi tom najszybciej, jak tylko będę mogła.
Pchły skaczą tak wysoko jak tylko się da. Wtedy przychodzi człowiek i zakrywa pchły słoikiem. One skaczą i uderzają w dno słoika, nie mogąc podskoczyć wyżej. Wtedy człowiek zabiera słoik, a mimo to pchły nadal nie skaczą wyżej, niż zdążyły się przyzwyczaić, ponieważ dalej wierzą, że mają nad głowami szklany sufit(...) My jesteśmy jak te skaczące pchły. a teraz pokażę ci, jak wysoko.
★★★★★★★★★★
Wyzwania:
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Drageus!